Wczoraj wieczorem pojechałem na lekcję gry na akordeonie.
Staram się z lepszym lub gorszym skutkiem chociaż raz w tygodniu wygospodarować tą jedną godzinę, bo przecież w domu nie ma jak, za każdym razem gdy wyjmuje akordeon zlatuje się stonka i z grania nici..
Te lekcje wyglądają mniej więcej tak, że nigdy nie wiem co będziemy grać. Wychodzi w praniu. Ja albo chłopak, który mnie uczy rzucamy jakiś tytuł, kawałek i staramy się to zagrać. tzn. ja się staram.. No i wczoraj powiedziałem, że może zagramy coś z filmu Amelia.. no i zaczęliśmy grać, taki jeden temat przewodni, króciutki walc i nawet coś tam zaczęło mi wychodzić.. I potem kiedy wróciłem do domu włączyłem telewizor, na pierwszy kanał z brzegu i właśnie zaczynał się ten film: „Amelia”...
i zacząłem się sam do siebie śmiać
przypadek? sam już nie wiem.. przecież nie widziałem tego filmu 6-7 lat i nagle tego samego wieczoru nie wiadomo dlaczego chcę zagrać melodię z tego filmu, a potem w telewizji trafiam na dokładnie ten film..
i tak sobie pomyślałem, że to może jakiś znak, czegoś, od kogoś? nie wiem
odrobina magii szarej codzienności
like it...