imieniny

2011-10-17 13:22:36

potrzeba było ponad 30 lat i dużo wypitej wódki żebym mógł usłyszeć od swojego ojca, że jest ze mnie dumny.
że jest dumny z tego jak sobie radzę z życiem, że większość rzeczy jestem w stanie zrobić albo naprawić sam, że wg niego sporo osiągnąłem.. itd. itd.
ok „trochę” to za późno na takie wynurzenia, w dodatku powiedziane po pijaku ale w sumie... lepiej późno i po pijaku niż wcale...
tak się teraz tylko zastanawiam czy mój ojciec był kiedykolwiek dla mnie autorytetem?
może kiedyś - w szczenięcym wieku, kiedyś...
dawno, dawno temu – zbyt dawno żebym mógł to pamiętać.
w ten weekend pojechaliśmy na imieniny mojej mamy.
w rodzinnym domu – jeżeli można tak to nazwać – bywam rzadko. może 4-5 razy w roku. nie częściej.
i chyba tak jest ok. miałem 19 lat kiedy wyjechałem stamtąd na dobre i jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do tego żeby wracać.
w miarę szybko się usamodzielniłem, zacząłem żyć na własny rachunek i tak to już leci. i dobrze.
są chyba jednak takie rzeczy które przez to że dorastamy w takim a nie innym środowisku pozostają w nas do końca
bez względu na to czy chcemy tego czy nie.
i nie mówię tutaj o starym stole w salonie z którym od 30 lat są problemy przy rozkładaniu i trzeba znać „rodzinną tajemnicę” żeby go rozłożyć, nie mówię o tęsknocie za pochyłą wierzbą tuż nad rzeką z której można było wskoczyć bezpośrednio do wody, a której już dawno nie ma itd. itd..
chodzi mi bardziej o te wszystkie relacje
syn-ojciec, syn-matka, ojciec-matka, brat-brat itd
i nie ważne czy te relacje teraz pochwalamy, czy nie
ważne jest to że w jakimś sensie te relacje nas ukształtowały, doprowadziły do tego kim jesteśmy TERAZ
i możemy się z tym nie zgadzać, możemy czuć żal, złość ale one po prostu są i nic już tego nie zmieni
i popełniamy podobne błędy, które popełniali nasi rodzice i wypadamy na podobnych zakrętach życiowych, bo ta matryca którą wyryto w nas za młodu pomimo tego że przysypana grubym kurzem późniejszego życia i spraw – ona ciągle istnieje
i czasami mnie to wkurza,
bo przecież ja to ja,
bo żyję na swój własny rachunek
bo mam już swoje własne dzieci, własne problemy, własne życie...
a czasami potrafi pomóc - uczy pewnych schematów zachowań, określonych reakcji
i nie wiem już czy to dobrze, czy źle - być tak naznaczonym
bilans wychodzi chyba na zero
chyba.

skomentuj (0)
Strona główna