no i przyszła wreszcie jesień
zimna, deszczowa, wietrzna
a ja i tak ją lubię
lubię i już
kończę sobie powoli kanciapę na ogrodzie, teraz doprowadzam tam prąd, światło.. i jest mi z tą robotą tak dobrze, że ostatnio muszę prawie żebrać o to żeby moja żonka dała mi trochę czasu aby móc trochę popracować.. do czego to doszło..
rozumiem, żebym siedział przed telewizorem, albo szlajał się z kumplami po knajpach..
nie - ja proszę o czas żeby móc popracować przy domu i dla domu
oj ludzie się zmieniają, zmieniają...
dobrze mi z tym
dzieciaki po szkołach, przedszkolach, spotykamy się tak naprawdę dopiero wieczorem, rozpalam w kominku i tak się grzejemy razem..
gazu jeszcze nie włączam - zawsze to parę groszy więcej w kieszeni zostanie - a jak narazie nikt nie marudzi że mu zimno. Zobaczymy jak długo..
to co w sercu - to jest. już tak okrzepło, pogodziło się ze swoim losem - i z tym uczuciem też jest mi dobrze
i tylko jeszcze czasem przychodzą takie wietrzne wieczory i noce, że chce mi się uciec, biec, szukać, wyć, walczyć...
ale zawsze potem przychodzi nowy, kolejny dzień
i dobrze.