Korzystając z urlopu między świętami i Nowym Rokiem oraz z faktu, że przy okazji świąt mogliśmy „zgubić” nasze dzieciaki u dziadków pojechaliśmy sobie z żonką do Lwowa.
Dlaczego Lwów? Bo kiedyś to było polskie miasto i byłem ciekaw czy tą polskość jeszcze tam widać.
I widać. Oj widać…
Zresztą… nie tylko widać ale i czuć. I jest to fajne uczucie.
Dzisiejszy Lwów to taki Kraków 20 lat temu. Bardzo zaniedbany i zniszczony ale i tak piękny.
I super jest przespacerować się po starówce wejść na Wysoki Zamek, pójść na Cmentarz Łyczakowski, albo do Katedry Łacińskiej w której msze są ciągle odprawiane po polsku.
Wróciliśmy tak pozytywnie naładowani i o to chodziło. Parę dni bez dzieci zrobiło swoje ;)
a jak ktoś narzeka na polskie drogi niech sobie pojedzie na Ukrainę… :)