dzisiaj w dniu 30 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego wszyscy (tzn. Ci co to pamiętają) dookoła wspominają. Jak to było, co wtedy robiłem, gdzie byłem, że nie było teleranka, że zamiast tego pan w ciemnych okularach i czołgi i wojsko (co akurat dla dzieciaków było niezłą atrakcją…)
i w tych wszystkich wspominkach więcej jest chyba takiej melancholii i tęsknoty za tym co minęło niż rzeczywistej ulgi..
i tak sobie myślę że wychodzi w nas tym opowiadaniu o przeszłości, w tej mitologizacji tego pana w okularach zamiast teleranku taka tęsknota za światem prostym, kiedy wszystko łatwo można było podzielić na dobro i zło, ktoś był z nami lub przeciwko nam. To tęsknota za taką.. polaryzacją..?
teraz tak ciężko jest jednoznacznie powiedzieć że oni są dobrzy a my źli, tzn. oczywiście cały czas ktoś tak mówi ale te granice nie są już tak wyraźne jak kiedyś. nic już prawie nie jest tylko czarne lub tylko białe. Istnieje cała gama szarości..
Ja sam czasem tęsknię za tą prostotą życia. I pewnie to też jakoś miesza się z tęsknotą za dzieciństwem bo te dwa światy przenikały się przecież cały czas. Mój mały mikrokosmos z makrokosmosem tego wszystkiego co dookoła..
Dzisiaj nie jestem już dzieckiem, czasami trudno mi też jednoznacznie powiedzieć kto i co jest złe, a co dobre. I rozumiem, że jest dużo ludzi w podobnej sytuacji którzy czują się przez to zagubieni..
I wtedy pozostaje już tylko nam nasz charakter, natura, środowisko w którym żyjemy.. bo bardzo łatwo jest popaść w tą melancholię, zanurzyć się w niej, utonąć..
a tak to trzeba walczyć o swoje… nasz mały prywatny, osobisty kapitalizm.
kapitalizm uczuć – nie wywalczysz, nie zarobisz – nie dostaniesz...