jestem w jakimś budynku (więzienie?) w środku lasu. Dookoła wysokie, szumiące drzewa. Wiem, że jak najszybciej muszę się stamtąd wydostać - tak żeby ONI mnie nie złapali. Nie wiem kim są Ci ONI.. ale chcę, muszę przed nimi uciec. Muszę.
Uciec tak żeby nikt mnie nie zobaczył, nie dostrzegł.
Schodzę po ciemnych schodach do wilgotnej piwnicy, zaczynam kopać - to jedyny pomysł jaki przychodzi mi do głowy. Zrobić podkop i w ten sposób niepostrzeżenie wydostać się z tego miejsca.
Kopię długo. Chcę mieć pewność, że wyjście będzie dostatecznie daleko - gdzieś głęboko w lesie. Wreszcie decyduję się wydostać na powierchnię. Ostrożnie rozglądam się dookoła. Cisza, tylko szum drzew. Wieczór. Szaro. Mała polana, w środku lasu. Pień ściętego drzewa.
A na pniu siedzi...